czwartek, 4 czerwca 2015

Papecik, czyli aż mi się ręce trzęsą ...

Ano trzęsą się, trzęsą .....

....po pierwsze primo z racji tego, że od 3 tygodni marzę o tym, żeby czas wygospodarować i coś napisać.....
....po drugie primo <o jak ja uwielbiam numerowane prim :P> wreszcie zostałam "zmuszona" do uszycia papecika :)

Myślę, że nie jestem w stanie opisać jak ogromną przyjemność sprawia mi szycie tych kudłaczy. Czuję się tak, jakby te stworki  ożywały. Uwielbiam to, jak w mojej głowie powstaje charakter papecika i coś na kształt więzi :)

Papeciak poszedł już w świat - podobno cieszy małe rączki :)

...a ja nie oparłam się i sesję sobie z kudłaczem zrobiłam :)



...i pełnia kudłatego szczęścia w kolorze :)




...udanego odpoczywania :)*

2 komentarze: