Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zaczarowany ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zaczarowany ogród. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2015

Majówkowe nadużycia słowa "uwielbiam" :)

Weekend majówkowy spędziliśmy w Łańcucie - wyjątkowo zmęczona i chora - wyjątkowo odpoczęłam i rozchorowałam się bardziej :) ...no cóż wszystkiego mieć nie można :P

O tej porze roku ( a zresztą i nie tylko :P ) ogród rodziców to zaczarowane miejsce - uwielbiam (pewnie już kiedyś o tym pisałam) magię chwaścielnika, pseudo przypadkowe rzeczy porozrzucane tu  i ówdzie oraz nutę uporządkowanego ładu. Kocham skowronki, szpaki i wróble, które tutaj jakoś radośniej ćwierkają :)
Jest tu spokój, o którym od dawna marzyłam - spokój, który chyba nastał wtedy, gdy prawie wszyscy  opuścili już gniazdo rodzinne...

Dopełnieniem relaksu i przysłowiową kropką nad " i " była manufaktura materiałowych kwiatów, które pomagałam mamie robić na dobroczynny kiermasz ośrodka rewalidacyjnego - uwielbiam odpoczywać przy czymś co sprawia mi przyjemność :)











A teraz całusy z Poronina, w którym jestem na zielonej szkole :P

Udanego tygodnia!

czwartek, 9 kwietnia 2015

...ćwiczę na kolanie, czyli kaligrafii cd. :)


Witajcie kochane i kochani :) 

Mamy piękny piątkowy ranek  (przynajmniej tu w Krakowie)- termometr pokazuje w słońcu 40 stopni (błehehehehe:), słońce świeci, .... robotnicy od 7.00 zaiwaniają z kilofami na balkonie :D

...ale co tam :)

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać (głównie ze względów na zdjęcia, które mi się podobały) co wykreśliłam w ostatnim czasie...

Zaraz po świętach moja "mum" miała urodziny - niestety z racji szybkiego przyjazdu, krótkich świąt i znów szybkiego wyjazdu - dostała prezent od serca - na kolanie robiony :)




A z poświątecznej wyprawy z domu wydarłam ze szklarni mojej "mum" tymianek (chyba?:) i postanowiłam go posadzić u siebie...i jeszcze darłam mięte - ale raczej wydarłam  coś innego, bo jak przyjechałam i powąchałam to nijak to miętą nie pachniało :P ....ogrodnik ze mnie marny - szkoda, że nie zrobiłam zdjęć z sadzenia bo byłyby to rozweselacze na ciężkie chwile - wizualizując wyglądało to mniej więcej tak: reklamówka (żeby ziemia nie była porozsypywana wszędzie), ziemia wokół reklamówki...i na mnie oraz moje specjalistyczne urządzenie do przesadzania - czyli TA DA - WIDELEC ! :)

Dodam, iż cały proces sadzenia dwóch roślin (w dwóch doniczkach) trwał ze 3 godziny, bo w między czasie natknęło mnie na robienie zdjęć tymiankowi (?) :)

a oto i on:




...i to by było na tyle :)

MIŁEGO DZIONKA!

niedziela, 2 czerwca 2013

Weekend marzeń, czyli rabarbar i torba w roli głównej

.....od czasu wizyty w moim rodzinnym domu rabarbar zalegał w lodówce błagając już o zlitowanie się
i wykorzystanie  ... i ja też o nim śniłam snując po nocach marzenia o różowym wywarze z łodyg i słodko-kwaśnej wariacji przykrytej kruszonką.
Sen się ziścił .....

Oryginał przepisu znajduje się na mojewypieki, a ja nie byłabym sobą gdybym go nie zmodyfikowała - mianowicie u mnie było tak: (wykonanie takie jak w oryginale - suche do suchych / mokre do mokrych i mieszamy razem :)
  • 1 szklanka cukru trzcinowego
  • 1/3 szklanki oleju słonecznikowego
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka cukru wanilinowego
  • 1 szklanka jogurtu naturalnego
  • 200 g rabarbaru (za cienko posiekałam i niestety jest ledwo wyczuwalny)
  • ok 1/2 szklanki posiekanych łuskanych orzechów włoskich
  • 2 szklanki i 3 łyżki mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
No i na wierzch kruszonka: 50g masła, 6 łyżek mąki, 4 łyżki cukru i opakowanie cukru wanilinowego - rozetrzeć w palcach i ta da - gotowe :)

Mufinki wyszły przepyszne - puszyste, aromatyczne...tylko następnym razem rabarbar pokroję grubiej :)

A oto poniżej znajduję się już jakiś czas temu uszyta torba - manita pobudziła u mnie chcieja i musiałam sprawdzić czy podołam :)
Na marginesie torba powstała ze spódnicy i spodni ....i służy do noszenia zakupów:)







Kilka słów od readakcji:P
Przede mną  ciężki tydzień ... dziś jedyną rzeczą, która pozwoliła się odprężyć było robienie zdjęć ogródkowych - dwa najulubieńsze (z dnia dzisiejszego oczywiście:) zostawiam.... może biel i Was zrelaksuje i pozostawi uczucie spokoju i odprężenia :)

poniedziałek, 20 maja 2013

Odwiedzinki i falstartowy Dzień Matki


Moja mami miała swój dzień  trochu wcześniej niż ustawa przewiduje - chciała przepiśnik - no to go ma :) Oj nie byle jakie wytyczne zostały ustalone przed zrobieniem tego "cudawianka" :) Po pierwsze musiał być na koszulki - czyli format XXL ; ) po drugie musiał być zrobiony tak by zaraz nie wyglądać jak przepiśnik bezdomnego (cokolwiek to znaczy :P ) Czyli w jednym zdaniu - trwały i funkcjonalny! 





 Z racji tego, że rezerwowaliśmy z lubym salę na weselicho, odwiedziliśmy w ten weekend mój rodzinny dom - no i dlatego też wcześniej prezenty się posypały....

....ale zejdźmy już z przepisnika :) Opowiem Wam o miejscu mojego dzieciństwa i przy okazji zasypię tysiącem zdjęć :) 
Moje dzieciństwo to ogromny ogród zabaw, który z upływem lat zmniejszał swą objętość zmieniając się powoli w majestatyczną dzicz ... Teraz ma status tajemniczego ogrodu, w którym na starym orzechu mieszkają szpaki, w choince sierpówki a gdzieś po kątach przemyka stado jeży.... za siatką zdarzają się sarny, rzadziej dziki i lisy :)

 Orzech, który na jednej z odnóg ma budkę ze szpaczkami


Kwiaty w ogrodzie moich rodziców rzadko  tworzą klomby - systematyczność nie jest wpisana w tę krainę. Nie wyrywa się dzikich poziomek i nie przegania się uroczych chwastów :)



Stare konary i młodsze drzewa mają swoje totemy, których znaczenie zna tylko jedna osoba - mój tato - największy ze wszystkich istniejących na świecie miłośników recyklingu i twórczego nieładu. Dla Niego wszystko z przeszłości ma wartość i tworzy swoistą historię, nad którą należy przystanąć i zastanowić się nad jej miejscem w teraźniejszości.


Zwierzątka obecne były od zawsze w naszym domu - niegdyś hasały jeszcze króliki - teraz garstka kurek i zdobyczny kogut, który został uratowany przed  zjedzeniem. Pan kogut jest bardzo charakternym stworzeniem - podobno bije jedną z kur i nie wpuszcza na noc do kurnika - tą nieposłuszną - co wciąż ucieka i jaj nie chce nieść tam gdzie przystało :)

 Warsztat pracy mego papy

Moja mama ma najbardziej wyjątkowe grządki - sadzi jarzyny na salonach :) 
Tak, tak...to nie żadna przenośnia :) Na starej działce jest sypiący się fundament, w którym stoi mała szklarenka, tipi z fasoli, rosną warzywka, krzaczki z borówkami i ostrężyną - po tym fundamencie za dzieciaka zwykliśmy się ścigać i rzucać mchem :)

bok fundamentu ze starym kołem


To tyle opowieści z  mojego ogrodu - zostawię Wam i sobie na koniec trochę błękitnego nieba - na dobry tydzień :*



wtorek, 26 marca 2013

Poczuć się jak artysta :P

A co... czasem zaczynam malować - z nadzieją - a nóż zostanę artystą :) Zawsze wychodzą przeciętniaczki i odkładam farbki/kredki co tam mam na jakiś czas... żeby się nie irytować, że znów artystą nie zostałam :P

A potem znów próbuję - nie dlatego, że tak bardzo chcę być Monetem, Picassem etc....po prostu lubię :)
Choć nie powiem... zawsze jestem rozczarowana efektem  - w głowie inaczej te obrazki wyglądają - i tak ciężko przenosi się to na papier ....suma sumarum w akcie Wiosno przybądź! kilka kfiotków :)


Miłego tygodnia przedświątecznego :* !




wtorek, 9 października 2012

Złota Polska...a raczej różowa :)

Kwiatki za którymi nigdy nie przepadałam - a jednak bardzo wdzięczne... przy odrobinie serca mogą urzec - kolorem i prostotą. Jednak nie od nich się zaczęło - na początku była gąsienica :) Piękna mała włochata, cudnie przemierzająca ruchem falującym bruk betonowy - zmusiła do przystania i uwolnienia dziecięcego zachwytu, który na co dzień głęboko każdy z nas skrywa gdzieś pomiędzy obowiązkami i gonitwą za "czymś". 

A kwiatki były potem... bo skoro już sprzęt na dworze i pogoda piękna to czemu nie... skoro taka mała szara istotka zwróciła uwagę, to tym bardziej wszechobecne pod domem kwiatki, które różem krzyczą wniebogłosy "tu jesteśmy" - więc niech mają - to dla nich i pani (a może pana:) gąsienicy ... ku pamięci, co by na zimniejsze dni rozgrzewało pogodą ducha :)