czwartek, 4 czerwca 2015

Papecik, czyli aż mi się ręce trzęsą ...

Ano trzęsą się, trzęsą .....

....po pierwsze primo z racji tego, że od 3 tygodni marzę o tym, żeby czas wygospodarować i coś napisać.....
....po drugie primo <o jak ja uwielbiam numerowane prim :P> wreszcie zostałam "zmuszona" do uszycia papecika :)

Myślę, że nie jestem w stanie opisać jak ogromną przyjemność sprawia mi szycie tych kudłaczy. Czuję się tak, jakby te stworki  ożywały. Uwielbiam to, jak w mojej głowie powstaje charakter papecika i coś na kształt więzi :)

Papeciak poszedł już w świat - podobno cieszy małe rączki :)

...a ja nie oparłam się i sesję sobie z kudłaczem zrobiłam :)



...i pełnia kudłatego szczęścia w kolorze :)




...udanego odpoczywania :)*

poniedziałek, 11 maja 2015

Majówkowe nadużycia słowa "uwielbiam" :)

Weekend majówkowy spędziliśmy w Łańcucie - wyjątkowo zmęczona i chora - wyjątkowo odpoczęłam i rozchorowałam się bardziej :) ...no cóż wszystkiego mieć nie można :P

O tej porze roku ( a zresztą i nie tylko :P ) ogród rodziców to zaczarowane miejsce - uwielbiam (pewnie już kiedyś o tym pisałam) magię chwaścielnika, pseudo przypadkowe rzeczy porozrzucane tu  i ówdzie oraz nutę uporządkowanego ładu. Kocham skowronki, szpaki i wróble, które tutaj jakoś radośniej ćwierkają :)
Jest tu spokój, o którym od dawna marzyłam - spokój, który chyba nastał wtedy, gdy prawie wszyscy  opuścili już gniazdo rodzinne...

Dopełnieniem relaksu i przysłowiową kropką nad " i " była manufaktura materiałowych kwiatów, które pomagałam mamie robić na dobroczynny kiermasz ośrodka rewalidacyjnego - uwielbiam odpoczywać przy czymś co sprawia mi przyjemność :)











A teraz całusy z Poronina, w którym jestem na zielonej szkole :P

Udanego tygodnia!

środa, 22 kwietnia 2015

...smutek ach smutek

Odeszła do .... sama nie wiem gdzie - dzieciom mówię, że do raju dla zwierzątek i chciałabym w to wierzyć...no ale.... moja... nasza szyszunia (zwana czasem sraluch lub szaszłyk) - codzienny przyjaciel, który nigdy się nie foszył (w sumie to nie prawda - był z niej czasem niezły fochatek:)

...straszny smutek - chociaż wiem, że to tylko zwierzątko - ale to zwierzątko było, gdy w koło żywej duszy ni widu ni słychu...wracałam po pracy, gadałam sobie do zwierza, wieczorem siedziała z mężem (a raczej na jego ręce/nodze/lapku, itp.) - a teraz CO?! - pusta klatka i tylko odruch został zerkania w jej stronę..... ;(

....żeby nie myśleć, zajęłam się czymś, co mi kiedyś w głowie zaświtało. W ramach zajęć, które robiłam w ostatnim czasie w szkole, doodlowaliśmy z dziećmi filiżanki - jako wzór - i ja wydoodlowałam :) <a co se będę żałować przyjemności :>. Tak mi się spodobały, że postanowiłam je ulokować w kuchni. Ramę miałam - trochę ją drapnęłam nożem do kotleta, tło z czarnej kartki i już mi się trochę lżej na sercu zrobiło, bo przez 30 minut nie myślałam..... no i plus 30 minut na zdjęcia ;)






A jeśli komuś przypadła do gustu to proszę się częstować:

doodle's cup
Do zobaczenia na Waszych blogach :*

sobota, 18 kwietnia 2015

...brzydka sobota i odgrzewane kotlety

Po pięknych dniach, gdy lud krakowski, prawie że w sandałach zaczął chadzać - nadeszła zima. 
Na usta ciśnie mi się "...popełnijmy dziś przestępstwo"  ...najlepiej na pogodzie ;)

.... brak standardowej soboty (bo dziś zamiast z mopem, to z balonami latałam ....szkolenie kreatywne dla nauczycieli odbyłam :P), wąsy na swetrze i śpiewane przestępstwa trzymają mnie na nogach - nie pamiętam kiedy ostatnio miałam normalny weekend ufff - ale jakoś trzeba żyć :P

A teraz kotlet nad kotletami - pierwszy - przed mamowym prezentem zrobiony - na życzenie Majka.... miało być ręcznym pismem, byle jak, ale pozostawił mi wolność twórczo inspiracyjną, więc tego pamiętnego dnia zaszalałam :P

Oto ta DA! pierwsza strona photo albumu ;)








Miłego weekendu <mam nadzieję cieplejszego, niż u mnie> !

BUZIALE ;)

czwartek, 9 kwietnia 2015

...ćwiczę na kolanie, czyli kaligrafii cd. :)


Witajcie kochane i kochani :) 

Mamy piękny piątkowy ranek  (przynajmniej tu w Krakowie)- termometr pokazuje w słońcu 40 stopni (błehehehehe:), słońce świeci, .... robotnicy od 7.00 zaiwaniają z kilofami na balkonie :D

...ale co tam :)

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać (głównie ze względów na zdjęcia, które mi się podobały) co wykreśliłam w ostatnim czasie...

Zaraz po świętach moja "mum" miała urodziny - niestety z racji szybkiego przyjazdu, krótkich świąt i znów szybkiego wyjazdu - dostała prezent od serca - na kolanie robiony :)




A z poświątecznej wyprawy z domu wydarłam ze szklarni mojej "mum" tymianek (chyba?:) i postanowiłam go posadzić u siebie...i jeszcze darłam mięte - ale raczej wydarłam  coś innego, bo jak przyjechałam i powąchałam to nijak to miętą nie pachniało :P ....ogrodnik ze mnie marny - szkoda, że nie zrobiłam zdjęć z sadzenia bo byłyby to rozweselacze na ciężkie chwile - wizualizując wyglądało to mniej więcej tak: reklamówka (żeby ziemia nie była porozsypywana wszędzie), ziemia wokół reklamówki...i na mnie oraz moje specjalistyczne urządzenie do przesadzania - czyli TA DA - WIDELEC ! :)

Dodam, iż cały proces sadzenia dwóch roślin (w dwóch doniczkach) trwał ze 3 godziny, bo w między czasie natknęło mnie na robienie zdjęć tymiankowi (?) :)

a oto i on:




...i to by było na tyle :)

MIŁEGO DZIONKA!