Od dłuższego czasu pchana byłam przez "moją*" Ed w stronę paluszkowych pacynek - mówiła: "zrób coś dla szarego człowieka <nie dosłownie, ale coś w ten deseń :P>" ... no i z racji tego, iż w ten week. miała przyjechać jej chrześnica (którą de facto uwielbiam - wspaniała, rezolutna, wiedząca czego chce, prawie dwuletnia dziołszka - nie za grzeczna, nie za niegrzeczna - dziecko z krwi i kości:) postanowiłam uszyć te maleństwa. Na samą myśl o szyciu czegoś małego ciarki mnie oblepiały i z niechęcią myślałam o precyzyjnej mordędze z moją maszyną przywykłą do cięższego rzemiosła :)... okazało się jednak, iż nie dość, że miałam dużo dobrej zabawy to paluszkowi przyjaciele nie są tak trudni do zrobienia i całkiem mi się podobają. Najgorsze w tym wszystkim okazało się to, że Lula (chrześnica Ed) bardzo się pochorowała - na tyle poważnie, że na samą myśl strasznie smutno mi się robi i trzymam mocniutko kciuki za maliznę, żeby szybko zdrowiała.
Pacynki pewnie Ed zawiezie Luli na święta, a tymczasem reszta sesji zdjęciowej :)
*Ed - moja damska druga połówka :)






