niedziela, 24 lutego 2013

Balerinki dla dziewczynki



.... ciężki tydzień minął.
.... zostawił trochę miłych i strasznych wspomnień - owocem mojej pracy są oto "te" baleriny oraz kieszeń na szkicownik brata, której niestety dziś nie pokaże bo ledwo dałam radę sklecić zdjęcia do tego posta :)

Mniejsza o baleriny - choć jestem z nich straaaasznie dumna - wyszły super, trzymają się pięknie na nóżce. Obiecałam Twórczyni wykroju, że ją przedstawię u siebie na blogu .....bo naprawdę warto zajrzeć na tego bloga...

....i tu zaczynają się pierwsze schody minionego tygodnia ;/ zaniemógł system na moim lapku i wszystko mi wyczyściło wrrrr... więc jeśli Twórco wykroju znajdziesz się... daj znać !!! :)

....dużo gorszym horrorem było przeżycie śmierci mojego "piesia" (który defacto żyje)...ale umierał....2 dni....myślałam, że się nie wyliże...matko jak ja płakałam... brrrr....już o tym nie chcę myśleć....

Teraz coś milszego... kilka zdjęć paputków :)..... a jutro/pojutrze  kieszeń i parę zdjęć z bałwanem :P

Tryptyk nt. moich stóp...proszę się nie przerazić (pod pewnym kątem koszmarnie wyglądają :P)



cd. nastąpi ....

środa, 13 lutego 2013

Skrawki szczęścia



Jutro... ale już tuż, tuż - można powiedzieć prawie dziś :) Walentynki... niegdyś niezbyt lubiany dzień, teraz kojarzący się z czymś ciepłym, czułym... miłością, ale niekoniecznie zmysłową. Myśląc o jutrzejszym dniu, w głowie mam to co kocham najmocniej na świecie - nic, co mogłoby wyróżniać mnie z tłumu - coś, co większość z nas ma...

Po pierwsze mój wredniak... wsparcie, czułość, przyjaźń - wszystko mam w pakiecie, co mogłabym sobie wymarzyć



Po drugie moje rodzeństwo - dwóch braci bez których nie wyobrażam sobie życia... każdy z nich inny, jak sól i pieprz ...dosłownie - przyprawiają życie (nieraz o zawrót głowy :P )



Po trzecie dom rodzinny z czasów dzieciństwa .... busz, kwiaty, słońce, domek na drzewku i pod winogronem ... sielskie łąki



teraz ostatnia moja radość malusieńka :D mój "piesio" jak to określił mój brat


Ps. życzę Wam udanych walentynek :)

sobota, 9 lutego 2013

Urodzinkowe drobiazgi

Ostatnie podrygi karnawału. Rozliczenie z pracą. Końcem tygodnia urodziny bardzo dobrych znajomych. Dla Niej pojemniczek - okrągły, inspirowany oryginałem ze strony Sew4Home: http://www.sew4home.com/projects/storage-solutions/modas-half-moon-modern-sewing-room-task-basket ...a dla Niego łamigłówka logiczna :)


....zakochałam się w tabliczkach na których można pisać kredą...już widzę moje ziółka a w nich patyczki z kredowymi podpisami :) A ponieważ Pani M. ma podobne gusta to jej sprawiłam takowe...





ps.strasznie miło spędziliśmy wieczór urodzinowy, ale powiem szczerze, że czuję się jak stara babka :) Zmęczenie na drugi dzień jest niesamowite :)

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Połikendowo -trochę różowo :)

To był "łikend" jakiego mi od dawna brakowało ... Przyczynił się do niego w znacznym stopniu brak sieci :)

Jestem osobą kreatywną, ale to co dzieje się z człowiekiem gdy nie ma dostępu do internetu przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania (oj gdybym posiadała takie pokłady chęci, gdy chodziłam do szkoły czy też studiowałam... marzenie :) A nie.... człowiek chce i szuka czasu, gdy go ma tak mało :)
Oprócz przekarmiania "chcieja", pielęgnowałam bycie we dwoje z moim "mężem" - pokłady przytulania uzupełnione :)
Czas umiliłam ciasteczkami - co by osłodzić jeszcze bardziej dobre chwile. Ciastka pieczone były na sobotni babski wieczór  - z herbatką, ciasteczkiem, maseczkami i obowiązkowo ploteczkami.




.... ale to nie wszystko - postanowiłam zrobić sobie i mej babskiej połówce prezent - hand made balsam do ust z masła shea, oleju kokosowego, i innych tajemnych składników organicznego pochodzenia :P Opakowanie obkleiłam i pomalowałam jak poniżej można zauważyć ;)



Teraz czas na tydzień pracy .... oby był dobry, jak dobry był "łikend" tego życzę Wam ...i oczywiście sobie :)

niedziela, 20 stycznia 2013

Turkusowy akcent

Koniec niedzieli powoduje u mnie znaczny spadek nastroju.... Koniec weekendu i od poniedziałku walka z czasem, żeby tylko uszczknąć, wygospodarować trochę czasu dla siebie - żeby nie zwariować....

Z weekendu jestem bardzo zadowolona :) ... coś poszyłam, coś polepiłam, nominacji sprostałam :).... tylko do papeta jakoś nie mogę się zabrać - leżą gąbczaste zwłoki i czekają na "ofutrzenie" i nadanie tożsamości :)

W ostatnim czasie jestem zafascynowana lori vliegen , która prowadzi blog elvie studio - ponieważ zawsze miałam zacięcie do "prac plastycznych" wyciągnęłam leżący odłogiem zeszyt i zaczęłam bazgrolić (na razie nic nie pokażę :P).... a, że ciągle gubiłam ołówki, więc postanowiłam uszyć przybornik.




Słoiczki-przyborniczki czekały na swój czas już baaardzo długo.... w październiku dostałam z jedzonek Lelonka, pomalowałam nakrętki na biało jakiś miesiąc później i aż do wczoraj leżały i schły ;) Teraz tylko trzeba je zapełnić.... może guzikami?




Postanowiłam, że mój przybornik i słoiczki będą mnie reprezentować w wyzwaniu "JA" :).... dlaczego - a dlatego, że zrobione tylko i wyłącznie dla mnie...bez presji - dla przyjemności...z potrzeby porządkowania chaosu, który wokół siebie tworzę :)