wtorek, 26 marca 2013

Poczuć się jak artysta :P

A co... czasem zaczynam malować - z nadzieją - a nóż zostanę artystą :) Zawsze wychodzą przeciętniaczki i odkładam farbki/kredki co tam mam na jakiś czas... żeby się nie irytować, że znów artystą nie zostałam :P

A potem znów próbuję - nie dlatego, że tak bardzo chcę być Monetem, Picassem etc....po prostu lubię :)
Choć nie powiem... zawsze jestem rozczarowana efektem  - w głowie inaczej te obrazki wyglądają - i tak ciężko przenosi się to na papier ....suma sumarum w akcie Wiosno przybądź! kilka kfiotków :)


Miłego tygodnia przedświątecznego :* !




środa, 20 marca 2013

Dla Luli


Od dłuższego czasu pchana byłam przez "moją*" Ed w stronę paluszkowych pacynek - mówiła: "zrób coś dla szarego człowieka <nie dosłownie, ale coś w ten deseń :P>" ... no i z racji tego, iż w ten week. miała przyjechać jej chrześnica (którą de facto uwielbiam - wspaniała, rezolutna, wiedząca czego chce, prawie dwuletnia dziołszka - nie za grzeczna, nie za niegrzeczna - dziecko z krwi i kości:) postanowiłam uszyć te maleństwa. Na samą myśl o szyciu czegoś małego ciarki mnie oblepiały i z niechęcią myślałam o precyzyjnej mordędze z moją maszyną przywykłą do cięższego rzemiosła :)... okazało się jednak, iż nie dość, że miałam dużo dobrej zabawy to paluszkowi przyjaciele nie są tak trudni do zrobienia i całkiem mi się podobają. Najgorsze w tym wszystkim okazało się to, że Lula (chrześnica Ed) bardzo się pochorowała - na tyle poważnie, że na samą myśl strasznie smutno mi się robi i trzymam mocniutko kciuki za maliznę, żeby szybko zdrowiała.

Pacynki pewnie Ed zawiezie Luli na święta, a tymczasem reszta sesji zdjęciowej :)




*Ed - moja damska druga połówka :)

poniedziałek, 18 marca 2013

Rękawice kuchenne trochę inaczej

Dawno mnie tu nie było. Tzn. byłam, ale wyłącznie szybkim i cichym obserwatorem ;)
Jakoś ostatnio trochę przemieszałam porządek dnia i przerwałam miłą monotonię, w którą wpisane było szycie. Wróciłam do czytania książek - choć myślałam, że ten czas minął - gdy wchłaniając kartkę po kartce - nałogowo konsumowałam literki poukładane w słowa, a następnie w zdania. Miłe zaskoczenie :)
Trochę też jakby bardziej zatęskniłam za czasami uniesień i szaleństw - i w ramach miłych wspominek trochę tego szaleństwa starałam się wszczepić w codzienność :) 
Teraz powoli zaczynam już tęsknić za moją rwąco szyjącą staruszką i być może już jutro do niej zasiądę :)
A tymczasem moje imieninowe dzieło - dla mami z okazji Józefa...już wręczone ze sporym przyspieszeniem, ale to przecież nic nie szkodzi :)

Zdjęcia by minioniu (mój najmłodszy brat - artysta plastyk - prawie, że już z wykształcenia ;)





niedziela, 24 lutego 2013

Balerinki dla dziewczynki



.... ciężki tydzień minął.
.... zostawił trochę miłych i strasznych wspomnień - owocem mojej pracy są oto "te" baleriny oraz kieszeń na szkicownik brata, której niestety dziś nie pokaże bo ledwo dałam radę sklecić zdjęcia do tego posta :)

Mniejsza o baleriny - choć jestem z nich straaaasznie dumna - wyszły super, trzymają się pięknie na nóżce. Obiecałam Twórczyni wykroju, że ją przedstawię u siebie na blogu .....bo naprawdę warto zajrzeć na tego bloga...

....i tu zaczynają się pierwsze schody minionego tygodnia ;/ zaniemógł system na moim lapku i wszystko mi wyczyściło wrrrr... więc jeśli Twórco wykroju znajdziesz się... daj znać !!! :)

....dużo gorszym horrorem było przeżycie śmierci mojego "piesia" (który defacto żyje)...ale umierał....2 dni....myślałam, że się nie wyliże...matko jak ja płakałam... brrrr....już o tym nie chcę myśleć....

Teraz coś milszego... kilka zdjęć paputków :)..... a jutro/pojutrze  kieszeń i parę zdjęć z bałwanem :P

Tryptyk nt. moich stóp...proszę się nie przerazić (pod pewnym kątem koszmarnie wyglądają :P)



cd. nastąpi ....

środa, 13 lutego 2013

Skrawki szczęścia



Jutro... ale już tuż, tuż - można powiedzieć prawie dziś :) Walentynki... niegdyś niezbyt lubiany dzień, teraz kojarzący się z czymś ciepłym, czułym... miłością, ale niekoniecznie zmysłową. Myśląc o jutrzejszym dniu, w głowie mam to co kocham najmocniej na świecie - nic, co mogłoby wyróżniać mnie z tłumu - coś, co większość z nas ma...

Po pierwsze mój wredniak... wsparcie, czułość, przyjaźń - wszystko mam w pakiecie, co mogłabym sobie wymarzyć



Po drugie moje rodzeństwo - dwóch braci bez których nie wyobrażam sobie życia... każdy z nich inny, jak sól i pieprz ...dosłownie - przyprawiają życie (nieraz o zawrót głowy :P )



Po trzecie dom rodzinny z czasów dzieciństwa .... busz, kwiaty, słońce, domek na drzewku i pod winogronem ... sielskie łąki



teraz ostatnia moja radość malusieńka :D mój "piesio" jak to określił mój brat


Ps. życzę Wam udanych walentynek :)